Dzięki sześcioletnim wysiłkom Dolnośląskiej Rodziny Katyńskiej stanął we
Wrocławiu w Parku Juliusza Słowackiego Pomnik Ofiar Katynia wg projektu
Tadeusza Tchórzewskiego. Uroczystość odsłonięcia i poświęcenia odbyła się 22
września br. W obecności wdów i rodzin pomordowanych, władz Wrocławia i
Województwa Dolnośląskiego, duchownych różnych Kościołów, przedstawicieli
Wojska Polskiego, Policji, kombatantów oraz pocztów sztandarowych aktu
odsłonięcia pomnika dokonał sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa Andrzej Przewoźnik.Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Obchodów 60. Rocznicy Zbrodni Katyńskiej - prof. Adam Zaleski (Politechnika Wrocławska) przypomniał w swoim przemówieniu historyczne fakty.
"Sześćdziesiąt jeden lat temu dnia 22 września 1939 roku oficerowie garnizonu
lwowskiego stawili się na placu Bernardyńskim we Lwowie na rozkaz dowódcy
garnizonu, aby wymaszerować w kolumnach za miasto, gdzie zgodnie z warunkami
kapitulacji ustalonymi ze stroną sowiecką mieli uzyskać wolność i udać się w
dowolnie obranym kierunku. Po wyjściu z miasta zostali otoczeni przez oddziały
NKWD z psami i pognani na wschód jako więźniowie. Nastąpiło bezprecedensowe
pogwałcenie wszelkich międzynarodowych praw i konwencji o traktowaniu jeńców
wojennych, którzy zostali oddani pod nadzór policji politycznej, a nie wojska -
jak to jest przyjęte na całym świecie. Taki był początek gehenny polskich
jeńców na wschodzie. Powstały trzy obozy jenieckie. W Ostaszkowie osadzono 6,5
tysiąca osób: policję, żandarmerię, służby więzienne, straż graniczną, sędziów
i prokuratorów, ludzi, którzy stali na straży przestrzegania prawa w II
Rzeczypospolitej. W obozach w Kozielsku i Starobielsku uwięziono 12 generałów,
kontradmirała i 8,5 tysiąca oficerów zawodowych i rezerwy, wśród których była
znaczna część polskiej elity intelektualnej. Z obozów do rodzin napływały skąpe
wiadomości. 13 kwietnia 1940 roku wszystkie rodziny więźniów wspomnianych
trzech obozów znajdujących się w tym czasie na terenach okupowanych przez
Związek Sowiecki zostały aresztowane. Jako uzasadnienie aresztowania wymyślono
kłamstwo. Funkcjonariuszom NKWD nakazano informować aresztowanych, że
wyjeżdżają na żądanie jeńców tych obozów - ich mężów i ojców, którzy chcą się
połączyć ze swymi rodzinami. W bydlęcych wagonach wszyscy zostali wywiezieni
bezterminowo do północno-wschodniego Kazachstanu do katorżniczych prac
fizycznych. Wielu z nich nigdy nie powróciło do kraju. Wywieziono również
rodziny oficerów przebywających wówczas w niewoli niemieckiej, a mieszkających
na terenach okupowanych przez Związek Sowiecki, co może być jeszcze jednym
potwierdzeniem ówczesnej współpracy hitlerowskiego Gestapo z sowieckim NKWD. Od
kwietnia 1940 roku wszelka korespondencja z obozów przestała napływać. Po
wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej w 1941 roku i po zawarciu umowy
Sikorski-Majski, gwarantującej amnestię wszystkim Polakom więzionym na terenie
ZSRR, zaczęto tworzyć tam armię polską pod dowództwem gen. Władysława Andersa.
Spośród 15 tysięcy więźniów wspomnianych trzech obozów zgłosiło się do niej
około 400 osób. Ludzie ci byli świadkami likwidacji tych obozów w kwietniu 1940
roku i wywożenia ich współtowarzyszy w nieznanym kierunku. Strona radziecka na
pytanie: Co stało się z 15 tysiącami ludzi z tych obozów? - nie chciała tego
wyjaśnić, dając wykrętne odpowiedzi. W kwietniu 1943 roku cały świat w środku
II wojny światowej został wstrząśnięty niemieckim komunikatem o znalezieniu
masowych grobów około 4 tysięcy rozstrzelanych polskich oficerów w Lasku
Katyńskim koło Smoleńska. Okazało się, że wszyscy oni byli jeńcami obozów w
Kozielsku, a znalezione przy zwłokach dokumenty wskazywały na to, że zbrodni
dokonano na wiosnę 1940 roku. O jeńcach Ostaszkowa i Starobielska nic nie było
wiadomo, ale wszystkie przypuszczenia graniczące z pewnością wskazywały na to,
że spotkał ich w nieznanym miejscu ten sam los. Przez pół wieku nad sprawą
Zbrodni Katyńskiej i zaginięcia 15 tysięcy jeńców wojennych panowała na
Zachodzie zmowa milczenia, a w państwach pod wpływami komunistycznymi była ona
zatajana i fałszowana. W kwietniu 1990 roku pod koniec istnienia Związku
Sowieckiego z ujawnionych tajnych dokumentów świat dowiedział się o tym, że
jeńcy Ostaszkowa w kwietniu 1940 r. byli wywożeni do miasta Kalinin (obecnie
Twer), tam w piwnicach budynku NKWD mordowani, a ich zwłoki wrzucono do dołów
śmierci w pobliskiej miejscowości Miednoje. Jeńców Starobielska przewożono do
Charkowa, tam zabijano w kazamatach NKWD, a ich zwłoki grzebano w zbiorowych
mogiłach podcharkowskiego lasku w Piatichatkach. Dopiero w jesieni 1992 roku
został ujawniony tajny dokument z 5 marca 1940 roku skazujący 14.700 więźniów
Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska i około 11.000 innych polskich więźniów na
karę śmierci bez sądu i bez ogłaszania wyroku. Dokument został podpisany przez
Stalina i jego najbliższych współpracowników: Mołotowa, Mikojana, Kaganowicza,
Kalinina i Woroszyłowa, a wyrok wykonali oprawcy z NKWD. Była to z premedytacją
zaplanowana zagłada kadry oficerskiej Wojska Polskiego, pracowników służb
stojących na straży przestrzegania w państwie prawa, a jednocześnie znacznej
części polskiej elity intelektualnej. Ta bezprecedensowa zbrodnia przeszła do
historii pod symboliczną nazwą "Zbrodnia Katyńska". Zbrodniarze nigdy nie
zostali osądzeni i ukarani. Jest faktem znamiennym, że ostatni najdłużej żyjący
sygnatariusz wspomnianego wyroku Lazar Kaganowicz zmarł śmiercią naturalną w
roku 1991 dożywszy sędziwego wieku, a dokument skazujący został ujawniony, jak
wspomniałem, w rok później. Nie jest to przypadek, bowiem żadnego z głównych
winowajców nie było już wśród żywych. Staraniem Rządu Polskiego, Rady Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa i osobiście pana ministra Andrzeja Przewoźnika
zostały wybudowane, a w ostatnich miesiącach otwarte i poświęcone polskie
nekropolie wojskowe w Charkowie, Miednoje i Katyniu.
Stowarzyszenie Dolnośląska Rodzina Katyńska postanowiło wznieść w naszym mieście ze składek społeczeństwa pomnik w hołdzie i dla uczczenia pamięci niewinnie pomordowanych na nieludzkiej ziemi naszych bliskich."
Prof. Adam Zaleski w imieniu Dolnośląskiej Rodziny Katyńskiej podziękował autorowi projektu pomnika - panu Tadeuszowi Tchórzewskiemu za wspaniałe dzieło oraz przekazał wyrazy wdzięczności wielu życzliwym i ofiarnym osobom i instytucjom za ich finansową i czynną pomoc, dzięki której mógł powstać ten pomnik.
Przekazanie obrazu Matki Boskiej Katyńskiej
Minister A. Przewoźnik zwrócił uwagę na fakt, iż nie wyjaśniono jeszcze losu ponad 7 tysięcy obywateli RP, którzy ponieśli śmierć z rąk tego samego oprawcy i w oparciu o tę samą decyzję z 5 marca 1940 roku. Minister przytoczył słowa premiera Jerzego Buzka, który podczas otwarcia cmentarzy w Katyniu i Miednoje powiedział: "Rząd Polski, instytucje rządowe nie spoczną, dopóki nie wyjaśnią losu tych ponad siedmiu tysięcy Polaków, dopóki nie zostaną odnalezione ich miejsca pochówku, dopóki nie zostaną upamiętnieni". Premier, który ze względu na wcześniejsze zobowiązania nie mógł uczestniczyć w odsłonięciu pomnika, przekazał list skierowany do uczestników uroczystości na ręce przewodniczącego prof. Adama Zaleskiego i pełnomocnika d/s budowy pomnika - Aliny Głowackiej-Szłapowej.
Dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej - prof. Leon Kieres w swoim wystąpieniu
stwierdził, że ta instytucja ma obowiązek przypominania i dokumentowania losów
historii - także tych, którzy zginęli w Katyniu. IPN nie może zaniechać żądania
udostępnienia narodowi polskiemu dokumentów tego ludobójstwa, mimo ich
niedostępności i trudności w działaniach prowadzących do ujawnienia pełnej
prawdy o sprawcach tego ludobójstwa.
Poświęcenie pomnika było aktem ekumenicznym. Dokonali go: metropolita wrocławski ks. Henryk kardynał Gulbinowicz, biskup Kościoła Grekokatolickiego ks. Włodzimierz R. Juszczak, prawosławny abp Jeremiasz, biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego Ryszard Bogusz, biskup Kościoła Polsko-Katolickiego Wiesław Skołucki i przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej Jerzy Kichler. Obecny był także kapelan Rodzin Katyńskich i pomordowanych na Wschodzie ks. prałat Zdzisław Peszkowski, który przekazał na ręce pani Aliny Głowackiej-Szłapowej obraz Matki Boskiej Katyńskiej.
Uroczystości miała bogatą oprawę artystyczną. Szczególnie przejmująco zabrzmiał
wiersz Zbigniewa Herberta "Guziki" w wykonaniu Bogusława Kierca, a muzyka
Henryka Góreckiego z partią solową Stefanii Woytowicz doskonale współgrała z
nastrojem powagi i refleksji. (hw)